Nalewka lawendowa

Kochana Oleńko!

Ostatnio mam wrażanie, że jedyny temat rozmowy wśród moich znajomych to żałosny stan pogody w Bostonie (no i oczywiście te całe studia doktoranckie). Nowoangielski klimat jest notorycznie zmienny, ale tu raptem mamy maj i ja do tej pory chodzę w ciuchach zimowych. 

W zeszłą sobotę wybrałam się na coroczną imprezę ohanami, którą co wiosnę organizuje koleżanka mojej koleżanki. Było (wreszcie) słonecznie i (mniej więcej) ciepło, ale niestety drzewa wiśni nam nie dopisały i nie było jeszcze żadnych kwiatów. Musiałam się pocieszyć kolorowym towarzystwem i kolorowymi żaglówkami na rzece Charles. 

Opuszczam ponury Cambridge, żeby spędzić parę dni w (zdecydowanie mniej ponurym) San Francisco. W międzyczasie zostawiam Ci swój ulubiony kwiecisty przepis, idealny na wszystkie okazje kiedy pogoda nie dopisuje (i nie tylko).

Nalewka lawendowa

Litr wódki
Jedna szklanka kwiatów lawendy
Dwie szklanki miodu
Skórka starta z jednej cytryny

Połącz wszystkie składniki w 1,5 litrowym słoiku. Odstaw na dwa tygodnie, od czasu do czasu wstrząsając słoikiem. Przefiltruj nalewkę i odlej do butelki. 

Posted on May 9, 2016 and filed under Przepisy.

Ciasteczka kawowe

Kochana Oleńko!

Niby mamy już kwiecień i już dawno powinna była zawitać u nas wiosna, ale obecnie uroczy klimat bostoński cieszy nas śniegiem, gradem i wręcz arktycznymi temperaturami. Niedzielna śnieżyca pokrzyżowała moje ambitne plany na zrobienie zakupów spożywczych i zdecydowanie zniechęciła mnie do wychodzenia z domu. Oczywiście jedyne wyjście w takiej sytuacji to coś upiec.

Ze względu na śnieżycę musiałam się uporać z dosyć zubożonym asortymentem składników i trzeba było wykazać się kreatywnością. Te ciasteczka mają trochę wszystkiego—aromatyczne przyprawy, kawę, syrop klonowy i dwa rodzaje likierów. Wyszły delikatnie słodkie z bogatym kawowym smakiem. Byłyby bardzo dobre z dodatkiem orzechów włoskich albo jeszcze lepiej orzechów pekan, ale to by wymagało wyprawy do sklepu…

Ciasteczka kawowe

1 szklanka oleju
1,5 szklanki cukru
3 łyżki syropu klonowego
6 łyżek kawy
1 łyżeczka amaretto
1 łyżecka crème de cacao
1 łyżeczka kardamonu
1 łyżeczka cynamonu
½ łyżeczki imbiru
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 jajka
2 szklanki białej mąki
1 szklanka mąki pełnoziarnistej 

-Ubij olej z cukrem aż mikstura osiągnie gładką konsystencję (ok. 3 minut).

-Wmieszaj stopniowo kawę, syrop klonowy, crème de cacao, amaretto, przyprawy i sodę do pieczenia. 

-Dodaj jajka i ubij aż osiągniesz gładką masę.

-Wmieszaj stopniowo mąkę.

-Odstaw masę do lodówki na przynajmniej 30 minut.

-Nagrzej piekarnik do 180 stopni.

-Biorąc po łyżeczce masy, uformuj równe kuleczki i rozłóż na blaszce pokrytej papierem do pieczenia, zachowując kilkocentymetrowe odstępy między kulkami. 

-Piecz ok. 10-12 minut. 

Posted on April 8, 2016 and filed under Przepisy.

Pain Perdu z Kawą, Czekoladą i Solonym Karmelem

Kochana Marysiu,

Czy nie uważasz, że tytuł tego posta brzmi bardzo dumnie? Czuję, że wreszcie odnalazłam idealne połączenie mojego lenistwa i i umiejętności robienia czegoś z niczego.

Wymyśliłam przepis na ten deser, ponieważ uznałam, ze już najwyższy czas zamieścić na blogu przepis na coś słodkiego, ale jak wiesz, zawsze miałam duży problem z wypiekami, więc jak ognia unikam wszystkich deserów, które wymagają użycia piekarnika. 

Pain Perdu, czyli po prostu ładniej nazwane tosty francuskie, zawsze były moim konikiem, ale tym razem chciałam trochę je ulepszyć. Cały trik polega na tym, żeby dodać espresso do mikstury z jajek i mleka. Mówiąc szczerze, efekt przerósł moje oczekiwania. Kawa nadała tostom lekko orzechowego posmaku. Co do reszty składników - karmel i czekolada są zawsze strzałem w dziesiątkę, a całość okazała się po prostu pyszna!

Do tego przepisu użyłam lekko czerstwą, klasyczną francuską brioszkę ale możesz użyć dowolnego innego słodkiego pieczywa.

Przyznam się też bez bicia, że użyłam kupnego karmelu dobrej jakości (jestem taaaaaka leniwa), więc możesz spokojnie zrobić to samo. Jeśli karmel nie jest solony dodaj po prostu troszkę soli morskiej. Jeśli chcesz sama zrobić karmel polecam przepis ze strony Saveur.

 

Na dwie porcje:

4 niewielkie kromki czerstwej brioszki (albo innego słodkiego pieczywa)

1 jajko od kury z wolnego wybiegu

4 łyżki pełnotłustego mleka

1 espresso 

1 łyżeczka cukru

Hojna łyżka masła

Solony karmel ( ja użyłam ok. 2 łyżki na porcję, ale użyj ile tylko masz ochotę)

Ciemna czekolada (te same proporcje co w przypadku karmelu) - starta


Ubij w misce jajko, mleko, kawę i cukier aż całkowicie się połączą i zamocz kromki brioszki dokładnie z obu stron, tak aby równo nasiąkły miksturą.  

Smaż na maśle przez około 3 minuty z każdej strony aż osiągną złoty kolor. 

Ułóż kromki broszki na talerzu, polej podgrzanym karmelem i posyp czekoladą. 

Oto jest mój absolutnie bezstresowy deser!

Posted on March 10, 2016 and filed under Przepisy.

Marynowana rzodkiew japońska

Kochana Oleńko!

W miniony weekend wschodnie wybrzeże Stanów zostało uderzone przez pierwszą dużą śnieżycę tego roku. W Stanach temu rodzaju ekstremalnej pogody zawsze towarzyszy szczególnie amerykański rytuał: nieustanne reportaże coraz bardziej histerycznych meteorologów, dziwaczne przezwiska z apokaliptycznymi podtekstami (snowmageddon, snowzilla, frankenstorm), paniczne zakupy spożywcze. Tym razem śnieżyca w większości ominęła Boston—nie to co w zeszłym roku—i ja miałam ogromne szczęście, że moje plany na powrót do kampusu nie zostały zakłócone (chociaż miałam przyjemność lecieć nad śnieżycą w drodze powrotnej z Charleston). Moi biedni znajomi w Nowym Jorki i Waszyngtonie do tej pory odśnieżają.

Dla mnie śnieżny dzień to zawsze świetny pretekst dla podjęcia się jakiegoś projektu w kuchni. W takich sytuacjach szczególnie lubię zajmować się konserwami, może dlatego, że przypominają mi spiżarnię w starym domu moich dziadków w Polsce, która była wiecznie wypełniona dżemami, kompotami, marynowanymi warzywami.

Zaśnieżony Harvard

Zaśnieżony Harvard

Ten konkretny przepis został mi przekazany przez Emily kiedy przyjechała mnie odwiedzić w odległym już 2013 r., przywożąc ze sobą nie tylko małe dziecko ale także kilkadziesiąt funtów świeżych warzyw z północnej części stanu Nowy Jork. Miałam okazję wykorzystać tę recepturę parę tygodni później podczas kolejnej zimowej śnieżycy, i od tej pory często po nią sięgam, nawet przy braku ekstremalnych warunków pogodowych.

 

Marynowana rzodkiew japońska
Na jeden jednolitrowy słoik
 

2 szklanki wody
1 szklanka octu jabłkowego
1 łyżeczka soli
¼ łyżeczki cukru
¼ łyżeczki czerwonej papryki
1 łyżeczka kminku
2 liście laurowe
3 suszone czerwone papryki
3 ząbki czosnku
rzodkiew typu daikon (ok. 18-20 centymetrów długości)

Obierz i pokrój rzodkiewkę w plasterki.

Połącz wodę, sól, cukier, obrane ząbki czosnku i przyprawy. Zagotuj wodę i gotuj aż sól i cukier się rozpuszczą. Zdejmij z ognia i dodaj ocet.

Ułóż rzodkiewkę w przygotowanym słoiku. Polej ciepłą solanką i szczelnie zamknij słoik. Trzymaj w lodówce, i pozwól na przynajmniej jeden dzień marynowania. 

Posted on January 26, 2016 and filed under Przepisy.

Super Łatwe Bułeczki z Borówkami i Serem Bleu

Kochana Marysiu,

Jak wiesz, wreszcie kupiliśmy mieszkanie! Zła wiadomość jest taka, że na razie nie jest w za dobrym stanie, bo nikt go nie remontował chyba przez ostatnie pół wieku, a co za tym idzie przed nami długa i żmudna droga zanim będziemy się mogli wprowadzić. Ale nie tyle martwi mnie ciężka praca, co fakt, że z dnia na dzień musiałam w magiczny sposób zacząć znać się na wszystkim co związane z remontami. Jak na razie odrobiłam już zadanie domowe z łazienek – z dumą stwierdzam, że umiem samodzielnie wybrać prysznic i umywalkę, ale wieczory poświęcone debatom nad sedesem sprawiły, że nie mogłabym się już chyba bardziej cieszyć, że ta część jest za nami.

Urządzanie kuchni jest wciąż przed nami i chociaż myślę, że te decyzje będzie najciężej podejmować, nawet nie wyobrażasz sobie jak się cieszę, że wreszcie będę miała własne, rozsądnych rozmiarów miejsce do gotowania.

Ale w międzyczasie nadal mieszkamy w mikroskopijnej kawalerce, otoczeni stosem rzeczy do nowego mieszkania, a ja ledwo znajduję czas, żeby ugotować cokolwiek. Przez większość dni żywimy się dim sumamii hamburgerami, wchłaniając je w biegu między wizytami w sklepach meblowych i budowalnych, więc ostatnio miałam straszną ochotę ugotować coś nieskomplikowanego, co ukoiłoby moje nerwy. Tak wpadłam na pomysł na tą prościutką, delikatnie dekadencką kolację.

Składniki:

Ciasto na pizzę z mojego wcześniejszego przepisu (możesz zastąpić wodę mlekiem, żeby ciasto było delikatniejsze)

150g sera z niebieską pleśnią

Dobrej jakości dżem borówkowy

1 jajko od kury z wolnego wybiegu roztrzepane z łyżką zimnej wody

Czarnuszka do posypania

Rozgrzej piekarnik do 200°C. Jeśli masz kamień do pizzy użyj go. Jeśli nie, przygotuj blachę i papier do pieczenia.

Gotowe ciasto podziel na 6 części, uformuj kulki i spłaszcz je rękoma. Na każdej połóż po łyżeczce sera i dżemu. Ulep okrągłe bułeczki, zamykając farsz w środku. Posmaruj je jajkiem i posyp czarnuszką. Używając widelca ponakłuwaj bułeczki od góry. To bardzo ważne – inaczej popękają w pieczeniu.

Piecz przez około 15 minut, aż bułeczki się zezłocą. Przed podaniem pozwól im odpocząć 5 minut.

Polecam jeść te bułeczki siedząc z nogami do góry, oglądając ulubiony serial i popijając je filiżanką gorącej herbaty darjeeling.

Posted on January 11, 2016 and filed under Przepisy.

Gryczane ciasto jabłkowe

Kochana Oleńko!

Ałmaty to miasto słynące z jabłek. Sama nazwa pochodzi od kazachskiego słowa „alma” („jabłko”) i oznacza „jabłeczny.” Najsławniejszą ze wszystkich odmian jabłek, które są spotykane w Ałmatym jest kultowy aport, jabłko duże, ciężkie i czerwono-żółte, z intensywnym miodowym aromatem. Przez pewien czas ałmatyńskie aporty były rzadziej spotykane w skutek rozrastania się miasta i kurczenia się sadów. Ale ostatnio znowu zaczęły się pojawiać wszędzie, i teraz sprzedawcy na bazarze z dumą wystawiają całe wiadra aportów, często podkreślając ich lokalne pochodzenie.

Podnóża gór Tien Szan, tuż za krajem miasta, są uważane za kolebkę dzikich jabłoni i pierwotnym źródłem wszystkich dzisiejszych jabłek hodowlanych. Jednak słynny aport trafił do Ałmatego dosyć okrężną drogą. Według niektórych historyków, ta odmiana ma swoje korzenie w Imperium Osmańskim, skąd została sprowadzona na teren Rosji nie z Turcji, ale … z Polski, dokąd trafiła jeszcze w XII wieku. Do Ałmatego aport przewędrował z okolic Woroneża w połowie XIX wieku, i od tej pory głęboko si zakorzenił w świadomości mieszkańców miasta. Pewnie dlatego na ostatnie przedsięwzięcie kulinarne przed wyjazdem z Ałmatego zdecydowałam się upiec ciasto właśnie z jabłkami. 

Gryczane ciasto jabłkowe

1,5 szklanki mąki
1 szklanka mąki gryczanej
1 szklanka cukru
2,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka wanilii 
0,5 szklanki oliwy z oliwek
1 szklanka kefiru
3 jajka 

0,5 kg jabłek (dwa duże jabłka)
sok z połowy cytryny 
3 łyżki cukru
1 łyżeczka cynamonu 
0,5 łyżeczki kardamonu 

Rozgrzej piekarnik do 160 stopni.

Pokrój drobno jabłka. Posyp cukrem, cynamonem i kardamonem. Wymieszaj z sokiem z cytryny i odstaw. 

Połącz osobno mokre i suche składniki ciasta, a następnie wymieszaj. Dodaj jabłka. 

Przelej ciasto do posmarowanej tłuszczem tortownicy. Piecz około 45 minut

Posted on November 20, 2015 and filed under Przepisy.

Samsa uzbecka z dynią i porem

Kochana Oleńko!

W kuchni amerykańskiej jeden ze smaków, który jest najbliżej kojarzony z jesienią to niewątpliwie dynia—od ciasta z dynią, przez zupy z dyni po wszechobecne Pumpkin Spice Latte.  Pomimo tego, że w Ałmatym już pada śnieg, ja nie przyjmuję do wiadomości ani pogody, ani swojego rychło nadchodzącego wyjazdu, więc pomyślałam że podzielę się z Tobą moim ulubionym środkowoazjatyckim zastosowaniem tego typowo jesiennego składnika (chociaż silnym rywalem są manty z dynią). 

Somsy (samsa po kazachsku i po rosyjsku) są powszechnym elementem kuchni uzbeckiej i ogólnie środkowoazjatyckiej. W Ałmatym można je znaleźć w restauracjach, sklepach spożywczych, a nawet na wielu przystankach autobusowych, gdzie świeżo upieczone samsy są sprzedawane z małych budek. Najczęściej spotykanymi nadzieniami są mięso i ser, ale moją ulubioną odmianą jest nieuchwytna samsa z dynią, rzadko spotykana poza swoim naturalnym siedliskiem, którym jest uzbecka kuchnia domowa.

Środkowoazjatyckie samsy będą wyglądały znajomo dla każdego, kto zna kuchnię indyjską. Rzeczywiście, niektórzy twierdzą, że samosy zostały pierwotnie przywiezione do Indii przez kupców z Azji Środkowej, jeszcze zanim podbój przez Mogołów wprowadził silne środkowoazjatyckie wpływy do kuchni subkontynentu. Ten przepis ma równie znamienity rodowód—powędrował z Taszkientu do Kalifornii zanim został mi przekazany w Cambridge. Przygotowanie samsy zajmuje trochę czasu, ale obiecuję, że warto!  

Samsa uzbecka z dynią i porem
Na ok. 24 samsy

Ciasto
1kg mąki
2 szklanki letniej wody
2 łyżeczki soli
2 łyżki kefiru
100 g masła

Farsz
1kg dyni
1 duży por
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka czarnuszki

Glazura
1 jajko
2 łyżki kefiru
Nasiona czarnuszki

Przygotowanie ciasta

Połącz mąkę, wodę, sól i kefir i wyrób gładkie ciasto. Przykryj i odstaw na przynajmniej 15 minut (do kilku godzin).

Podziel ciasto na trzy równe kulki.

Roztop masło.

Rozwałkuj jedną kulkę ciasta cienko (jak na pierogi).

Rozprowadź 2-3 łyżki roztopionego masła równomiernie po cieście. Zaczynając od jednego końca, zwiń ciasto w długą, ciasną rolkę.

Rozwałkuj kolejną kulkę ciasta i pokryj masłem.

Połóż już zwinięte ciasto na kraju świeżo rozwałkowanego i zroluj.

Powtórz z trzecią kulką ciasta, żeby powstała jedna duża rolka.

Przykryj ciasto i odstaw do lodówki na przynajmniej 30 minut.

Przygotowanie farszu

Umyj i posiekaj por. Obierz dynię i pokrój w kosteczkę. Podgrzej oliwę na dużej patelni i dodaj czarnuszkę. Kiedy nasiona zaczną strzelać, dodaj por i drobno posiekany czosnek. Smaż na średnim ogniu, mieszając od czasu do czasu, aż por zmięknie i stanie się przezroczysty. Dodaj dynię i smaż, aż lekko zmięknie, około 10 minut.

Lepienie samsy

Rozgrzej piekarnik do 220 stopni.

Wyjmij ciasto z lodówki i ugnieć lekko rękami aby wałek stał się trochę dłuższy i ciaśniejszy.

Pokrój ciasto na ok. 2-centymetrowe części i rozłóż je na powierzchni lekko posypanej mąką, spiralą do góry.

Ostrożnie rozwałkuj każdą część od środka na zewnątrz, utrzymując okrągłe warstwy.

Połóż ok dwie lyżki farszu na każdym kawałku ciasta i sklej krawędzi u góry, aby utworzyć trójkąt. Upewnij się, że ciasto jest szczelnie sklejone.

 

Rozłóż samsy na pokrytej pergaminem blaszce do pieczenia, „szwami” do dołu, i posmaruj glazurą z jajka i kefiru. Posyp czarnuszką.

Piecz aż samsy osiągną złocisty kolor, ok. 30 minut. 

Posted on November 11, 2015 and filed under Przepisy.

Zupa śliwkowa w stylu lat '90

zupa śliwkowa

Kochana Marysiu,

Nie wiem, jak tam pogoda u Ciebie w Kazachstanie, ale jesień w Polsce na razie nas rozpieszcza. Jest ciepło, słonecznie a przede wszystkim jest coś niesamowicie pięknego w świetle słonecznym o tej porze roku. Jest tak ciepłe i złociste, że Kraków wygląda niemal jak sceneria jednego z filmów Woody’ego Allena. Ostatni weekend spędziłam niezmordowanie spacerując i starając nacieszyć się tą wspaniałą atmosferą zanim nastanie szara i smutna miejska zima.

W sobotę rano poszłam na plac i oszalałam na widok przepięknych i idealnie dojrzałych warzyw i owoców. W ogóle, jesień to, moim zdaniem, najlepszy czas na takie zakupy. Owoce osiągają absolutną dojrzałość i słodycz, a do tego są bardzo tanie.

W efekcie wróciłam do domu obładowana do granic możliwości. Wsuwając czwarte, lub piąte jabłko z kolei stwierdziłam, że muszę coś ugotować przynamniej z części zakupów, które zrobiłam. Miałam do dyspozycji 2 kilogramy przepięknych, dojrzałych śliwek i przyszedł mi do głowy stary przepis.

Nie wiem czy wiesz, że w latach dziewięćdziesiątych furorę w Polsce robiły zupy owocowe. Strasznie je lubiłam ale, nie wiedzieć czemu, wyszły zupełnie z mody, chociaż były pyszne.

Dla jasności – nie podawaj tej zupy jako deser. Dodatek kwaśnej śmietany i wspaniale maślanych grzanek sprawia, że zupa śliwkowa znakomicie nadaje się na pierwsze danie.

śliwki

 

Składniki (spokojnie wystarczą na 8 osób, więc możesz użyć o połowę mniej)

2kg dojrzałych śliwek

4 łyżki brązowego cukru

½ łyżeczki cynamonu

½  soli morskiej

1 łyżeczka wanilii (ja używam Bourbon Vanilla w słoiczku)

8 kromek lekko czerstwego białego chleba pokrojonego w kostkę

3 łyżki masła

Kwaśna śmietana – łyżka na porcję

 

IMG_1279 (2).JPG

Przygotuj grzanki. Rozpuść masło na żeliwnej patelni i smaż chleb, aż się zezłoci.

Wypestkuj śliwki, umieść je w garnku z resztą składników i zalej taką ilością wody, aby je zakryła.

Gotuj je tak długo aż zaczną się rozpadać. Zmiksuj zupę blenderem, tak aby była całkiem gładka. Podawaj z łyżką kwaśnej śmietany i garścią grzanek.

zupa śliwkowa


*Napisałam to kilka dni temu. A dziś pada śnieg. W październiku. Całe szczęście, śliwki są wciąż dostępne.

Posted on October 12, 2015 and filed under Przepisy.

Koktajl szczawiowo-ananasowy

Kochana Oleńko!

Już dobrze wiesz zarówno o mojej obsesji na punkcie szczawiu i o mojej głębokiej miłości do środkowoazjatyckiej biżuterii. W zeszłym tygodniu miałam okazję odwiedzić warsztat kolejnego srebrnika, więc pomyślałam, że jest to idealny moment na to, aby podzielić się z tobą kolejnym przepisem na szczaw (obiecuję, że od czasu do czasu żywię się też czymś innymi). 

koktajl szczawiowy

Wrzesień w Ałmatym to miesiąc pełen festiwali. W ramach upamiętnienia oficjalnych urodzin miasta, władze miejskie organizują liczne imprezy prawie na porządku dziennym—koncerty, wystawy, targi rzemiosła. Te ostatnie zawsze stanowią znaczące zagrożenie dla mojego portfela, jako że zwykle nie jestem w stanie się oprzeć kazachskiej biżuterii. Ostatni weekend nie był wyjątkiem. Wraz z koleżanką wybrałam się na targ rzemiosła w Parku Panfiłowa, i (zupełnie przypadkowo!) skończyło się na tym, że kupiłam trzy pierścionki i jedną parę kolczyków. Prace jednego srebrnika nam się szczególnie spodobały, i dyrektorka jego galerii powiedziała nam, że możemy się wybrać na wizytę do jego warsztatu pod koniec tygodnia. 

Serik Rysbekow jest znanym kazachskim artystą, który pracuje głownie ze srebrem i z emalią. Okazuje się, że jestem wielbicielką jego biżuterii już od dawna. Przypadkowo miałam na sobie kolczyki, które otrzymałam w prezencie parę lat temu. Kiedy spotkałam się z Serikiem, natychmiast rozpoznał je jako własna praca! Pokazał nam swój warsztat i zademonstrował swoją technikę. Niestety większość gotowej biżuterii została właśnie wysłana do Moskwy na wystawę, ale oglądnęłyśmy parę nieskończonych prac i kilka ulubionych przedmiotów Serika, które on trzyma dla swojej prywatnej kolekcji. 

IMG_1220.JPG

Taką udaną ekskursję można popić chyba wyłącznie szczawiem :)

ananas

Koktajl szczawiowo-ananasowy
1-2 porcje

200 gram ananasa
150 gram szczawiu
1 banan średniej wielkości
1 łyżka nasion chia
¼ szklanki mleka kokosowego (z kartonu, nie z puszki) lub migdałowego

Zmiksuj aż osiągnie równą i gładką konsystencję. 

koktajl szczawiowy


Posted on September 28, 2015 and filed under Przepisy.

Sałatka szczawiowa z ziemniakami i soczewicą

Kochana Oleńko!

Wiem, że wiele osób postrzega to jako nudny codzienny kierat, ale ja osobiście uwielbiam proces robienia zakupów spożywczych. Kiedy mieszkałam w Paryżu, było to nieomal moje hobby. Mój nawyk doprowadził do paru niebezpiecznych odkryć, jak crème de marrons i taki jeden dżem z guawy od którego byłam przez pewien czas uzależniona. Do dziś, kiedykolwiek wracam do Paryża, przechadzam się nostalgicznie po alejkach Monoprix na rue du Temple. Oprócz swoich czysto praktycznych zastosowań, zakupy spożywcze to świetna okazja dla obserwowania lokalnych osobliwości.  We Francji zadziwia nieskończona ilość odmian jogurtów i produktów jogurtopodobnych (caillé de brebis to chyba najlepsze wykorzystanie mleka w historii ludzkości). W kazachstańskich sklepach spożywczych zaskakuje prawie całkowity brak owoców i warzyw. 

sałatka szczawiowa

W stosunku do swoich amerykańskich i europejskich odpowiedników, odcinki warzywno-owocowe kazachstańskich supermarketów są prawie nieobecne. Początkowo bardzo mnie to zdziwiło, ale okazuje się, że jednak jest w tym jakiś sens. To nie tak, że cała ludność Ałmaty usiłuje zachorować na szkorbut stroniąc zupełnie od warzyw (chociaż tradycyjna kuchnia kazachska składa się głównie z mięsa i wyrobów mącznych). Sklep spożywczy po prostu nie jest miejscem, gdzie należy je kupować. Ludzie przeważnie zaopatrzają się w owoce i warzywa na bazarze, albo w małych warzywniakach, które są rozsiane po osiedlach mieszkalnych.

Ogólnie rzecz biorąc ten system działa dosyć dobrze, ale oznacza on, że ja nie zawsze mam czas na porządne zakupy warzywno-owocowe. Pomimo wszelkich starań, nie zawsze mogę zaglądnąć na bazar podczas weekendu, i już nie mieszkam w bloku z warzywniakiem na podwórku. Na szczęście jednym z niewielu warzyw, które mniej więcej niezawodnie można znaleźć w moim lokalnym sklepie spożywczym jest szczaw. Oto więc mój ałmatański przepis na to, co można zrobić na kolację kiedy bazar jest zamknięty i nie masz żadnego jedzenia w domu. Tak mi zasmakowało, że przy innych okazjach też skorzystam!

sałatka szczawiowa

Sałatka szczawiowa z ziemniakami i soczewicą
2-4 porcje
 

1 pęczek szczawiu
½ szklanki suchej soczewicy
1 liść laurowy
400-500 g ziemniaków
1 średnia cebula
½ łyżeczki kminku
1 łyżka oliwy z oliwek
 

Vinaigrette z kukurmą i pietruszką
1 łyżki posiekanej natki pietruszki
2 łyżki musztardy Dijon
2 łyżki octu balsamicznego
½ łyżeczki kurkumy
¼ szklanki oliwy z oliwek

Zagotuj soczewicę wraz z liściem laurowym w jednej szklance osolonej wody. Zmniejsz ogień i gotuj około 20 minut, dodając wody wedle potrzeby. Odcedź i odstaw.

Tymczasem, obierz ziemniaki i pokrój je w kostkę. Przykryj je wodą w średnik garnku, posól, i gotuj na wolnym ogniu około 10 minut, aż ziemniaki będą miękkie. Odcedź i odstaw. 

Podczas gdy ziemniaki i soczewica się gotują, obierz i pokrój cebulę. Rozgrzej łyżkę oliwy z oliwek w średniej patelni. Dodaj kminek i upraż go na niskim ogniu. Dodaj cebulę i smaż aż zacznie brązowieć. 
 

Wymieszaj składniki do vinaigrette. Umyj i posiekaj szczaw.

Połącz soczewicę, ziemniaki, cebulę i vinaigrette. Dobrze wymieszaj i dodaj posiekany szczaw.

Posted on September 12, 2015 and filed under Przepisy.

Absolutnie wszystko co musisz wiedzieć o domowej pizzy

Kochana Marysiu,

Wiem, że strasznie długo nie pisałam, ale miałam ostatnio mnóstwo pracy, a do tego sporo innych problemów, ale pomyślałam że zamiast się tłumaczyć, powinnam zaoferować cos wyjątkowego, żeby z powrotem wkupić się w Twoje łaski. Postanowiłam się więc podzielić z Tobą czymś, czego nie nazwałabym przepisem, a raczej efektem długiej i żmudnej pracy.

Ale zacznijmy od początku. Kocham pizzę. Wiem, że to brzmi strasznie oklepanie, ale co poradzić? Serce nie sługa. Jem pizzę mniej więcej raz w tygodniu. W Krakowie jest sporo miejsc, gdzie można dostać pizzę znakomitej jakości, ale są to raczej restauracje, które nie oferują dostawy do domu. A nic nie może zastąpić spędzenia leniwego wieczoru w środku tygodnia leżąc w piżamie, oglądając ulubiony serial, jedząc pyszną pizzę i popijając ją kieliszkiem mocno schłodzonego różowego wina. Tu pojawia się problem – zamawiając pizzę najczęściej można trafić na gumowaty placek, który niewiele ma wspólnego ze swoim włoskim pierwowzorem.

Właśnie dlatego, już dawno temu zaczęłam opracowywać swój przepis i zebrałam kilka wskazówek, które pomogą Ci zrobić absolutnie najlepszą pizzę, jaką tylko da się zrobić w domu.

Jedyna zła wiadomość jest taka, że nie obędzie się bez odrobiny sprzętu. Do wyrobienia ciasta używam maszyny do chleba. Wydaje mi się, że można ją zastąpić robotem kuchennym, takim jak Kitchen Aid, ale nie dam sobie za to ręki uciąć, bo nigdy nie próbowałam. Moja maszyna do chleba ma specjalny program – wyrabia ciasto przez 30 minut, a następnie daje mu rosnąć leciutko je odgrzewając. Oczywiście, możesz wyrobić ciasto rękoma, ale to zajmuje dosyć dużo czasu i wymaga sporo siły, ponieważ ciasto musi być dobrze napowietrzone. Mówiąc szczerze, ja mam dosyć słabe ręce i nigdy nie udało mi się samodzielnie dorównać zdolnościom maszyny.

Drugim gadżetem, bez którego absolutnie się nie obejdzie jest kamień szamotowy do pieczenia pizzy. Domowy piekarnik nie jest w stanie osiągnąć temperatury zbliżonej do tej, która panuje w piecu do pizzy, a kamień pomaga te warunki zasymulować kumulując wysoką temperaturę i oddając ją ciastu. Poza tym jest to znakomita inwestycja, bo na kamieniu świetnie piecze się chleb, bułki, focaccię i inne cuda.

No ale do rzeczy!

Składniki na ciasto (na 2 pizze)

350 g mąki pszennej luksusowej lub specjalnej do pizzy, jeśli uda Ci się ją dostać

25 g świeżych drożdży (polecam „drożdże Babuni”) – rozpuszczonych w 250 ml ciepłej (nie gorącej!) wody

Pół łyżeczki soli

Łyżka oliwy z oliwek

 

Najpierw umieść wszystkie składniki w maszynie, która będzie wyrabiała ciasto i uruchom. Pamiętaj, żeby kilkukrotnie skontrolować ciasto – ma być dosyć luźne, ale nie może lepić się do rąk. Jeśli tak będzie, dosyp troszkę mąki. Pamiętaj, że po wyrobieniu ciasto musi odpoczywać przez godzinę w ciepłym miejscu i musi być przykryte.

Rozgrzej piekarnik do 250°C. Pamiętaj, żeby wsadzić zimny kamień do pizzy do zimnego piekarnika i rozgrzewać je razem. Inaczej może pęknąć. Pamiętaj też, żeby nie czyścić go żadnymi płynami, wodą, ani detergentami.

Przygotuj sos. Zazwyczaj sos do pizzy przyrządza się bardzo długo gotując pomidory, ale ja jestem na to stanowczo za leniwa. Używam pomidorów z puszki – całych, nie siekanych. Odsączam je, a następnie ugniatam rękami i dodaję szczyptę soli, łyżkę oliwy z oliwek i malutki, starty ząbek czosnku. I tyle. Kluczem jest tu jakość a nie ilość składników.

 

Do pizzy zawsze używaj świeżej mozzarelli z woreczka. Po prostu ją odsącz i pokrój w plastry. Ja zwykle zużywam 1,5 kulki na pizzę. Tarta mozzarella za bardzo wysycha podczas pieczenia i smakuje znacząco gorzej.

 

Jak chodzi o dodatki, pamiętaj że w tym wypadku mniej znaczy więcej i postaraj się użyć dwa, maksymalnie trzy. Inaczej pizza będzie za ciężka i nie wypiecze się jak należy. Ja zwykle wybieram jeden rodzaj włoskiej wędliny (salami Napoli, prosciutto cotto lub crudo itp.) i jedno warzywo (pieczarki, cebulę, paprykę, grillowane plastry bakłażana itp.)

Pamiętaj aby surowe wędliny, takie jak szynka parmeńska, kłaść na pizzy po jej upieczeniu. Inaczej będą nieapetycznie wyglądać i kiepsko smakować.

Czasem przed pieczeniem rozbijam też na środku pizzy jajko, ale wiem, że to trochę nieortodoksyjne podejście i nie każdemu musi odpowiadać.

Ostatnia rzecz, o jakiej musisz pamiętać to zioła. Celowo nie dodaję ich do sosu. Próbowałam na wiele sposobów i wnioski są następujące: zioła dodajemy po upieczeniu. Tyczy się to zarówno świeżej bazylii i suszonego oregano, które uwalnia niesamowity aromat – posypane na gorącą pizzę. Dodane do pieczenia po prostu się spali. Czego użyjesz to już twoja decyzja. Ja z lenistwa zazwyczaj używam tylko oregano.

Kiedy ciasto będzie gotowe oprósz je mąką i lekko zagnieć. Podziel je na 2 równe części i uformuj kulki. Zostaw pod przykryciem na następne 15 minut.

Następnie oprósz kuchenny blat mąką i rozwałkuj ciasto (jeżeli nie masz wałka, polecam butelkę po winie) aż będzie dosyć cienkie.

Wyciągnij kamień z piekarnika (najlepiej na metalowej kratce, tak żeby się nie poparzyć).

Ponieważ prawie na pewno nie masz wielkiej drewnianej łopaty do przenoszenia pizzy, najpierw przenieś na kamień samo ciasto i dopiero później dodaj składniki – sos, ser i inne dodatki.

Piecz pizzę przez około 10 minut, ale pamiętaj, że każdy piekarnik jest trochę inny więc musisz ją obserwować. Będzie gotowa, kiedy ser będzie bulgotał a brzegi leciutko się zezłocą, ale wciąż będą dosyć blade.

Kiedy pizza będzie gotowa posyp ją ziołami i odczekaj chwilę zanim ją pokroisz. W ten sposób odparuje ewentualny nadmiar wody z sosu i warzyw.

GOTOWE!

Zrobiło mi się z tego wpisu niezłe wypracowanie! Chyba w życiu się nad niczym tak nie napracowałam! No ale jak już się w czymś doskonalić, to co może być lepsze od pizzy??

Serwuj ze schłodzonym, różowym winem!

Ps. Mam nadzieję, że mi wybaczyłaś...?

Posted on September 1, 2015 and filed under Przepisy.

Chałwowe "lody" bananowe

Kochana Oleńko!

Jak uwielbiają powtarzać mieszkańcy miasta, Ałmaty ma rezko kontinentalnyj klimat, czyli klimat „ostro kontynentalny.” Kiedy tu przyjechałam, wszyscy mi mówili, że w sumie zima nie jest taka zła (szczególnie w porównaniu do prawdziwie arktycznych temperatur, które panują w Astanie), ale bardzo wilgotna. Pojęcie wilgotnej zimy wydawało mi się zupełnie obce—nawet nie byłam w stanie sobie wyobrazić, co to dokładnie może znaczyć. Dla mnie, wilgotna pogoda jest ściśle związana z latem (kiedy na północnym wschodzie Stanów wilgotność względna może sięgać nawet 100 procent) i z poczuciem, że zostałaś owiniętą ciepłym kocem jak tylko wychodzisz na dwór. Okazuje się, że mokre zimowe powietrze jest przede wszystkim mgliste, do takiego stopnia, że możesz całymi dniami nie widzieć żadnych dowodów na to, że szczyty Tienszan leżą tuż poza miastem.  

lody bananowe

Teraz, kiedy lato jest już w pełnym rozkwicie, powietrze jest suche, góry są rażąco widoczne, i jest bardzo, bardzo gorąco. Tak gorąco, że nawet w klimatyzowanym mieszkaniu myśl o gotowaniu—nie mówiąc o pieczeniu—wydaje się czasami nie do zniesienia. Już od jakiegoś czasu chciałam spróbować zrobić „lody” bananowe, i panujący obecnie upał dał mi do tego doskonały pretekst. Ten przepis jest niemal magiczny—ma bardzo mało składników i wymaga bardzo mało pracy, a efekt jest imponujący. Całości dopełniły daktyle i pasta tahini, dzięki którym otrzymałam smak zbliżony do chałwy. Mam nadzieję, że twoje lato mija równie słodko!

banany daktyle

Chałwowe „lody” bananowe
Dawna inspiracja od the kitchn

 1-2 porcje
2 banany średniej wielkości
4 daktyle

2 łyżki pasty tahini
1 łyżka miodu lub melasy morwowej (opcjonalnie)
1 łyżka oleju kokosowego
1 łyżeczka cynamonu
0,5 łyżeczki kardamonu

 

Obierz i pokrój banany. Zamroź je w szczelnym pojemniku, aż będą zupełnie twarde (najlepiej zostawić je na noc). Zmiksuj banany w malakserze, aż osiągną gładką konsystencję (przypominającą lody z automatu). Wmiksuj daktyle, tahini, miód, olej kokosowy i przyprawy. Wstaw do zamrażalnika na przynajmniej dwie godziny. Przed podaniem odstaw lody na parę minut aby trochę zmiękły.

IMG_0371.jpg
Posted on August 10, 2015 and filed under Przepisy.

Szprycer truskawkowo-estragonowy

Kochana Oleńko!

Może to nie przypadek, że moja praca naukowa jest ściśle związana z narodem, który ma silne tradycje koczownicze. W pewnym sensie ja też koczuję. Kiedy byłam w podstawówce koniec roku szkolnego zawsze oznaczał paromiesięczny wyjazd do dziadków, albo przeprowadzkę do Polski, albo przeprowadzkę z Polski. W liceum i na studiach wiązał się z pakowaniem całej zawartości pokoju w akademiku i wyprowadzaniem się na trzy miesiące. Po studiach z dwiema walizkami przewędrowałam do Paryża. A teraz na studiach doktoranckich też co lato przychodzi mi dokądś odkoczować, to do Moskwy, to do Polski, to do Kazachstanu.

szprycer

W tym roku zgodnie z tradycją początek lata oznaczał pakowanie wszystkich maneli i przeprowadzkę, chociaż tym razem tylko do innego mieszkania (które będę dzieliła z piękną i zdolną Michelle Brown). Jak już wszystko wniosłyśmy i rozpakowałyśmy, uczciłyśmy tę okazję (a także nastąpienie lata) lekkim szprycerem truskawkowo-estragonowym. Polecam na wszystkie letnie uroczystości!

syrop estragonowy
syrop estragonowy

Szprycer truskawkowo-estragonowy

1 kg truskawek
1 estragonu
2 szklanki + 0,5 szklanki cukru
2 szklanki water
2 butelki schłodzonego białego wytrawnego wina
1 litr wody gazowanej
Lód

Syrop estragonowy:

Połącz 2 szklanki cukru i 2 szklanki wody w rondelku. Zagotuj na małym ogniu.
Dodaj grubo posiekany estragon.
Gotuj na niskim gazie, często mieszając, póki cukier się nie rozpuści.
Zdejmij z gazu i odstaw, aby ostygło (ja zostawiłam na noc)
Odcedź estragon.

Truskawki:
Obierz truskawki i przekroj je na pół.
W dużej misce, połącz truskawki z 0,5 szklani cukru i odstaw na przynajmniej 30 minut, aż truskawki puszczą sok.

W dużej wazie na poncz, połącz wino, wodę gazowaną, i syrop estragonowy. Wymieszaj. Dodaj truskawki wraz z sokiem. Podaj z lodem.

szprycer

Posted on July 1, 2015 and filed under Przepisy.

Kawior żydowski

Kochana Marysiu,

Dziś mam dla Ciebie kolejny oldschoolowy, rodzinny przepis. Bardzo go lubię bo wydaje się elegancki, świetnie smakuje i jednocześnie jest ekstra tani. Myślę że to dlatego wytrzymał próbę czasu.

Szczerze powiedziawszy pytałam moją Babcię skąd wziął się w naszej rodzinie i nie udało nam się tego ustalić. Fakt że ten właśnie przepis zagościła na stałe w naszym menu jest szczególnie ciekawy, ponieważ chyba nikt w rodzinie nie był Żydem.

kawior żydowski

W ogóle od kiedy zaczęłyśmy pisać bloga ciągle zwracam się do Babci po porady. A robię to z dwóch powodów. Po pierwsze staram się możliwie wiernie odwzorowywać tradycyjne przepisy.

Ale przede wszystkim lubię bardzo ten czas, który spędzamy razem na rozmowach. Każdy przepis niesie ze sobą jakąś historię. Niektóre z nich są jeszcze o moich pradziadkach. Każdy mój telefon do niej po radę kończy się godzinną rozmową. Zazwyczaj nie dochodzimy od razu do konsensusu, więc babcia biegnie drzwi obok – do Cioci i tam dopiero zaczyna się rozgorzała dyskusja. Konkluzję poznaję zazwyczaj dopiero następnego dnia, więc muszę pamiętać aby zadawać pytania z wyprzedzeniem.

A najbardziej lubię kiedy parę dni później odwiedzam Babcię a ona ma dla mnie przygotowaną karteczkę z odręcznie napisanym przepisem. 

Czasami troszkę zmieniam proporcje, tak jak tym razem, ale nie śmiałabym zmienić nic istotnego i mam nadzieję, że moje wnuki też tego nie zrobią.

kawior żydowski-2.jpg

 

Składniki

400 gram oczyszczonej kurzej wątróbki

6 jaj z wolnego wybiegu ugotowanych na twardo

200 gram masła

Sól

Czarny pieprz

Opcjonalnie: łyżeczka majonezu lub musztardy Dijon

 

Posiekaj byle jak jedną cebulę. Smaż cebulę i wątróbkę na maśle przez około 7 minut.

Zmiksuj w blenderze na gładką masę. Dodaj sól, pieprz i drobniutko posiekaną cebulę. Możesz dodać musztardy lub majonezu do smaku. Babcia odradza, Ciocia poleca. Ja jestem rozdarta J

Podawaj z grahamem lub francuską bagietką i słodkim białym winem. Ja ostatnio próbowałam połączenia z Vino Passito – było idealne.

 

Posted on June 3, 2015 .

Pesto szczawiowe

Kochana Oleńko!

Nie mów nikomu, ale niewykluczone, że prawdziwy powód dla którego wybrałam swoją drogę kariery to biżuteria. Mam obsesję na punkcie środkowoazjatyckich kolczyków, która dotyczy tak samo bucharskich antyków jak i dzieł współczesnych rzemieślników. Uwielbiam ich skomplikowaną geometrię, kolorowe kamienie, oraz twórcze wykorzystanie materiałów—od carskich monet do kości zwierzęcych.

Korzystając z faktu, że archiwa są nieczynne w ostatni piątek miesiąca, odwiedziłam ostatnio znanego kazachskiego srebrnika Serżana Baszyrowa, który pięknie łączy tradycyjne rzemiosło z elementami nowoczesnymi. Wybrałam się do jego pracowni na obrzeżach Ałmatego wraz z paroma znajomymi. Podziwialiśmy za równie jego prace, jak i jego imponującą kolekcję kazachskich zabytków—między innymi pełnie wyposażoną jurtę ustawiona w podwórku. Moim zdaniem kolczyki plus domowy płow równa się idealnie spędzone popołudnie.

Skorzystam z okazji, żeby się podzielić jeszcze jedną, nowszą obsesją, tym razem na punkcie szczawiu. Po miesiącach podejrzanego chińskiego szpinaku, bazar jest raptem wypełniony zielenią, i szczaw wydaje się być wszędzie. Dotąd jadałam go tylko w tradycyjnej polskiej zupie, ale ostatnio spożywam go ze wszystkim—z quinoą, z duszonymi rzodkiewkami, z soczewicą, z jajkami. Robię dużo sałatek ze szczawiem, z których na ogół zostaje mi spora ilość łodyg. Oczywiście jedynym możliwym skutkiem takiego nadmiaru jest pesto. Miejmy nadzieję, że sezon szczawiowy będzie trwał w nieskończoność, albo przynajmniej parę miesięcy!

pesto szczawiowe

Pesto szczawiowe
100 g świeżego szczawiu (liście lub/i łodygi)
50 g orzeszków piniowych

25 g parmezanu
2 łyżki oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku
Skórka starta z połowy cytryny
Szczypta soli morskiej

szczaw

Połącz składniki w malakserze. Miksuj, aż osiągniesz gładką konsystencję. Podawaj z makaronem, rybą, sałatą, lub gdziekolwiek indziej, gdzie używasz pesto! 

pesto szczawiowe
Posted on May 7, 2015 and filed under Przepisy.

Nigdy nie mów nigdy - Gratin z Łososiem i Serem

Kochana Marysiu,

Czy wspominałam Ci, że ostatnio dostałam lekkiego bzika na punkcie zadawania pytania czemu nie?

Zadaję sobie to pytanie za każdym razem, kiedy ktoś mówi mi, że czegoś nie wolno albo nie powinno się robić. To pewnie dlatego, że z wiekiem coraz więcej rzeczy w życiu robimy według utartych wcześniej  schematów i nie zastanawiamy się dlaczego właściwie jest tak a nie inaczej. Jest coraz ciężej zachować otwarty umysł, a jest to dla mnie w życiu absolutny priorytet. Więc zawsze, kiedy ktoś mi czegoś odradza pytam: czemu nie?

Posted on April 21, 2015 and filed under Przepisy.

Gryczana tarta z topinamburem i porami

Kochana Oleńko!

Kto wsiada do samochodu z nieznajomym człowiekiem?

 W Stanach chyba pod żadnym pozorem nie wsiadłabym do samochodu z kimś, kogo nie znam (chyba, że byłby taksówkarzem). Tutaj jest to jednak na porządku dziennym. Kiedy chcesz się szybko przedostać przez miasto wystawiasz rękę i czekasz, aż ktoś się zatrzyma. Podajesz kierowcy skrzyżowanie, do którego chcesz dojechać i negocjujesz cenę (która rośnie wykładniczo w stosunku do tego, jak bardzo wyglądasz na obcokrajowca). Na ogół pytają, czy masz męża i ile masz dzieci (zawsze odpowiadam, że mój mąż nazywa się Artur i jest prawnikiem w Warszawie. Mamy dwuletnią córkę Anię. Aha, i pochodzę z Polski). Czasami i tak zapraszają Cię na kolację. A czasami opowiadają Ci o swojej służbie w armii radzieckiej, o tym jak przemierzali Eurazję pociągiem towarzysząc dostawie czołgów z Kaliningradu, albo jak kupowali polską odzież na Litwie. Czasami w ogóle z Tobą nie rozmawiają

Posted on April 16, 2015 and filed under Przepisy.

Po-Wielkanocna Nostalgia - Jajka Po Polsku

Kochana Marysiu,

Właśnie skończyłam jeść tradycyjne wielkanocne śniadanie, leżę na kanapie i jestem o włos od eksplozji żołądka. No ale ciężko się dziwić – zostałam osaczona przez przepiękne wędliny, kolorowe sałatki, ciasta, torty i jaja. Byłam na przegranej pozycji. Szczerze powiedziawszy, fakt, że jestem jeszcze w stanie myśleć o jedzeniu zaskakuje mnie samą. Ale biorę to za dowód na to jak silna i prawdziwa jest moja miłość do jedzenia…

Posted on April 8, 2015 and filed under Przepisy.

Pikantna Pieczona Ciecierzyca

Kochana Oleńko!

Jedną z rzeczy, które mnie zaskoczyły kiedy zaczęłam robić zakupy na bazarach Azji Środkowej była liczba wędrujących sprzedawców wszelkich możliwych przekąsek. Są oni szczególnie widoczni na większych bazarach, takich jak ałmatańska Barachołka lub biszkekski Dordoj, które są ogromnymi rynkami hurtowymi i detalicznymi, gdzie można kupić wszystko, co tylko wyprodukowano w Chinach. Małe wózki nawigują przez rzędy kontenerów, które służą jako powierzchnia handlowa, sprzedając napoje i przekąski dla tłumów kupujących. Ale nawet na mniejszych bazarach, tych bardziej zorientowanych na artykuły spożywcze, jak na przykład Zielony Bazar w Ałma Acie albo Oszski Bazar w Biszkeku, zauważysz ludzi meandrujących między straganami sprzedając kukurydzę, samosę (paszteciki z mięsem lub serem), pączki, herbatę, a nawet lody. Jedną z pierwszych rzeczy, które witają Cię przy wejściu do Zielonego Bazaru jest dźwięk młodych kobiet wołających „Pączki! Ciepłe, świeże pączki!”

Posted on April 1, 2015 and filed under Przepisy.

Uczta Mięsożercy - Tatar Wołowy

Kochana Marysiu,

Kiedy zdecydowałyśmy się pisać tego bloga, jedną z pierwszych rzeczy jakie powiedziałam było – Napiszę o moim tatarze! I oto nadszedł ten dzień. Nie mogłam się już doczekać! Szczerze powiedziawszy, mam z tego pisania coraz więcej frajdy – mam ciągły pretekst, aby serwować sobie różne pyszności.

Posted on March 30, 2015 and filed under Przepisy.